Artykuły

Na monarszym szlaku

Podróże terrarystyczne

Paweł Czapczyk: Na monarszym szlaku

Kiedy stajemy na wysokości 3 300 metrów n.p.m., wysiłkowe mroczki opadają nam jak łuski z oczu, a dudniące jak młot serca przestają wyskakiwać przez szeroko otwarte usta. Kojąco kołysze nas baśniowy krajobraz, znany może tylko czytelnikom „Alicji w krainie czarów”.

Jak zaczarowani patrzymy oto na danaidy wędrowne, motyle monarchy, które przelatują z północy na południe tysiące kilometrów, by w milionowych koloniach przezimować w leśnych zakątkach Meksyku.

Teresa, doświadczona i stonowana pani doktor, aż podskakuje z radości, kiedy wokół niej krążą i tańczą owady o dziesięciocentymetrowej rozpiętości skrzydeł. Jeden z nich siada na jej dłoni. Robimy zdjęcia i wodzimy wzrokiem jak wzorzyste imago spijają nektar z miododajnych kwiatów. Inne łapczywie pochłaniają wodę z kałuż i strumyków. A pozostałe wirują i pląsają w promieniach słońca lub po prostu odpoczywają. Nie bez kozery Aztekowie nazywali je „odwiecznymi tancerzami słońca”, widząc w motylach powracające dusze swoich zmarłych.

***

Monarchy spędzą w Meksyku czas do marca, kiedy to nasycone ambrozją i miłością – podczas zalotów samiec goni samicę w powietrzu, a potem zaciąga ją na ziemię i kopuluje z nią przez kilkadziesiąt minut (istny Casanova!) – odlecą hen na północ. W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych dadzą początek nowemu pokoleniu, które żyć będzie wprawdzie krótko (zaledwie kilka tygodni), ale zaraz po nim nastanie pokolenie nowe, nieledwie spiżowe, a na pewno trwalsze i żywotniejsze, które – zgodnie z odwiecznym rytmem natury – poleci na południe. I to pokolenie, zbierając szereg doświadczeń podróżnych, przeżyje od 7 do 8 miesięcy.

***

– Czy danaidy wędrowne mają naturalnych wrogów? – pytam Santiago.

– Nie. – odpowiada. – One są silnie trujące. Gąsienice maniakalnie żrą tojeść i gromadzą toksyny w mięsistych powłokach swoich ciałek, wskutek czego ewentualni amatorzy motylej nogi giną później w konwulsjach. Jedynie dwa gatunki zwierząt w toku ewolucji przystosowały się do neutralizowania monarszej trucizny. To pewien mały ptak i maleńki ssak.

Przewodnik o twarzy rodem z mitologii majańskiej, ulepionej jakby z mąki kukurydzianej i krwi, dłuższą chwilę się zastanawia, po czym z wahaniem dodaje:

– Oczywiście wrogiem publicznym numer jeden pozostaje człowiek.

Chodzi o zmiany w środowisku naturalnym: wyrąb meksykańskich lasów i stosowanie herbicydów pod uprawę kukurydzy…

– Motyli jest coraz mniej – mówi – ale aby zjawisko migracji nie zanikło, wdrażane są kosztowne programy ochrony. Na szczęście lokalna społeczność przeszła już na stronę owadów. My z nich żyjemy! Popatrz tylko na uginające się pod naporem pamiątek i gadżetów stragany. Wszystko w motyle: magnesy, obrazy, bransoletki, broszki, kubki, chusty, koszulki, obrusy… Jak grzyby po deszczu powstają też knajpki i hotele dla miłośników przyrody z całego świata. A kto nie czuje się na siłach, by podejść do skrzydlatych migrantów w sanktuarium na samą górę, może wziąć konia prowadzonego przez człowieka. I to za jedyne 350 peso!

***

Wielką migrację monarchów odkryto całkiem niedawno, w połowie ubiegłego wieku, w czym pionierami okazali się Fred i Norah Urquhartowie, małżeństwo badaczy z uniwersytetu w Toronto. A to, że motyle podczas lotu utrzymują właściwy kierunek dzięki kątowi padania promieni słonecznych, a kiedy centralną gwiazdę Układu Słonecznego pokrywają chmury, wykorzystują w nawigacji zmysł magnetyczny, dowiedziono już w czasach całkowicie nam współczesnych.

***

Mieszany las w górach Sierra Madre Occidental niemal całkowicie zmienia barwę. Z zielono-brązowego staje się pomarańczowo-czerwonym. Pnie i konary, igły i liście obsadzone są tak ciasno i gęsto motylami, że doprawdy trudno w to uwierzyć, ale niektóre gałązki zaczną się wkrótce łamać pod naporem wiotkich skrzydlatych podróżników.

***

Powoli schodzimy, żegnając słoneczne sanktuarium „El Rosario” w stanie Michoacán. Serdecznie ściskam Santiago i obiecuję sobie, że za rok tu powrócę, koniecznie o wcześniejszej godzinie, kiedy motyle będą jeszcze spały.

***

Na lotnisku wyciągam banknot o nominale 100 peso, by kupić colę. Na rewersie widnieje rycina skarbu narodowego Meksyku – motyli monarchów.

– O, nie! Tego banknotu nie wydam. Wrócę z nim do Polski – mówię do zdumionej za kontuarem dziewczyny.

Magazyn Akwarium nr 2/2026 (216)

Zakres cen: od 15,90 zł do 26,90 zł

Magazyn Akwarium: ogólnopolski dwumiesięcznik drukowany lub w pliku PDF. 108 stronic (łącznie z okładkami), bogato ilustrowany.

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button
×