
Z Marianem Stieranką rozmawia Paweł Czapczyk
Spotykamy się w Płocku przy okazji Mistrzostw Europy Gupików, na których pełni Pan funkcję obserwatora międzynarodowego. Z przyjemnością gościmy Pana – legendę nie tylko słowackiej, ale w ogóle europejskiej akwarystyki – na łamach mA.
Oj, muszę zaprzeczyć. Nie jestem ani słowacką, ani tym bardziej europejską legendą. Po prostu trochę mnie już znają w słowackich i europejskich kręgach konkursów akwarystycznych, bo działam w tym środowisku od 45 lat.

Proszę opowiedzieć naszym czytelnikom, jak zaczęła się Pana przygoda z tym hobby.
Akwarystyką zająłem się stosunkowo późno. W latach 1968–1970, będąc żołnierzem zasadniczej służby wojskowej, jako sierżant-kancelista chodziłem do budynku sztabu po pocztę. Tam na korytarzu stało piękne stulitrowe akwarium, ozdobione zielonymi roślinami wodnymi i kolorowymi rybami. Niemal codziennie tam zaglądałem i podziwiałem barwny świat wodny. Wtedy pomyślałem sobie, że chciałbym mieć kiedyś takie akwarium u siebie.

Jaki był Pana pierwszy zbiornik, jakie ryby i jakie rośliny?
Moje marzenie o akwarium w domu spełniło się w 1972 roku, kiedy jako młoda rodzina przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania na jednym z osiedli w Bańskiej Bystrzycy. Tam, w salonie, znalazło swoje miejsce moje pierwsze akwarium w ramie o pojemności 70 litrów. Urządzając zbiornik, starałem się naśladować to, które pamiętałem z koszar wojskowych. W tamtym czasie w Bańskiej Bystrzycy był tylko jeden sklep z asortymentem akwarystycznym. Nie znałem wtedy nazw roślin wodnych, po prostu wskazywałem palcem i mówiłem: „Chcę to”. Później dowiedziałem się, że to Vallisneria spiralis, Sagittaria platyphylla i Sagittaria subulata. Podobnie było z rybami. Wybierałem ryby intuicyjnie, ostatecznie wybór okazał się trafny. Nie zjadały się nawzajem. Załoga składała się z jaskrawego Paracheirodon innesi, czarnego Poecilia sphenops, czerwonego Xiphophorus helleri, żółtego Xiphophorus maculatus i kolorowego Poecilia reticulata. Przez pierwsze dwa tygodnie po założeniu akwarium nie oglądaliśmy wieczorami programu telewizyjnego, tylko oświetlone akwarium. I do dziś pamiętam, jak po pewnym czasie leżałem na brzuchu godzinami i obserwowałem pierwsze narodziny naszej samicy gupika w małym zbiorniku ustawionym na podłodze przy ścianie z meblami. Wkrótce zbiornik dla rosnących gupików zrobił się za mały, konieczne było powiększenie akwarium. Nie wiedzieliśmy nawet jak, a nagle w domu mieliśmy pięć zbiorników, z których jedno miało jak na owe czasu imponującą pojemność 360 litrów. Tak właśnie zaczęło się moje życie jako akwarysty.

Jest Pan znanym hodowcą gupików, zdobywcą licznych nagród na mistrzostwach i konkursach. Czy od razu Pana wybór padł na ten gatunek?
Prawie każdy hodowca ryb akwariowych, który od dawna zajmuje się tym hobby i nie zniechęca się na początku większymi lub mniejszymi niepowodzeniami, po pewnym czasie zaczyna się specjalizować. Ktoś koncentruje się na hodowli określonej rodziny ryb, inny hoduje ryby tylko, dajmy na to, z dorzecza Amazonki lub jezior afrykańskich, ktoś specjalizuje się wyłącznie w hodowli dzikich gatunków ryb żyworodnych itd. Ponieważ od dzieciństwa uwielbiałem rywalizację, już w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku interesowałem się wystawami ryb żyworodnych (Xiphophorus helleri, Xiphophorus maculatus, Xiphophorus variatus, Poecilia sphenops, Poecilia velifera) oraz gupików właśnie (Poecilia reticulata). Pierwszą tego typu ogólnosłowacką wystawę z udziałem wystawców z innych krajów zorganizowaliśmy w Bańskiej Bystrzycy w 1984 roku. Do 1999 roku, oprócz gupików, hodowałem i brałem udział w zawodach z różnymi rybami, później już tylko z gupikami.

Słyszałem, że kiedyś miał Pan też niezłą kolekcję Betta splendens.
To prawda. W latach 2005–2016 na Słowacji, a także w Czechach i Polsce, panowała ogromna moda na hodowlę i wystawy bojowników. Nierzadko zdarzało się, że w międzynarodowych wystawach brało udział trzydziestu słowackich hodowców. Również uległem tej modzie i w latach 2005–2010 w moich akwariach pojawiły się bojowniki. Jednak te zawody mnie nie satysfakcjonowały, ponieważ wielu zawodników szło na łatwiznę i nie hodowało samodzielnie bojowników, tylko prezentowało ryby importowane, głównie z Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Zostały więc u mnie jedynie gupiki, w każdym akwarium trzymam też ze trzy, cztery kiryski, które pełnią funkcję straży sanitarnej, zbierając resztki pokarmu z dna.

Jaki jest Pana ulubiony standard gupików i dlaczego? Co jest według Pana najtrudniejsze dla oceniającego?
Szczególnie lubię gupiki delta o trójkątnym kształcie płetwy, a także kategorie dwumiecz, górny miecz i rakietka – te najczęściej hoduję i wystawiam w konkursach. Gupiki są zazwyczaj oceniane na podstawie trzech parametrów: wielkość, kształt i kolor. Każdy z tych parametrów jest oceniany oddzielnie na podstawie ciała gupików, płetwy grzbietowej i płetwy ogonowej. Dziesiątym parametrem oceny jest witalność, czyli zdolność do naturalnego pływania, przejawiająca się długowiecznością i właściwym zachowaniem w zbiorniku. Każdemu z tych dziesięciu parametrów w standardzie przypisuje się określoną liczbę punktów. Odchylenia od rozmiarów, kształtów, kolorów lub żywotności określonych w standardzie są karane utratą punktów. Parametry rozmiaru i kształtu ocenia się stosunkowo łatwo, można również użyć półprzezroczystych szablonów, aby sobie pomóc. Najtrudniejszy do oceny jest moim zdaniem kolor. U gupików rozróżniamy kolor podstawowy i kolor nakładkowy, tworzący różne odmiany barwne i wzory, które ocenia się łącznie. Standard obecnie uznaje dziesięć kolorów podstawowych i dwadzieścia nakładkowych. Oceniający musi najpierw zapoznać się ze wszystkimi kolorami podstawowymi i kolorami nakładkowymi. Ponadto brane są pod uwagę czynniki subiektywne oceniającego, takie jak wrażliwość na poszczególne kolory lub, często nawet nieświadome, preferencje co do konkretnych kolorów lub odcieni.

A jak Pan – jako sędzia, uczestnik i obserwator – ocenia poziom zawodów gupików w ostatnich latach?
Nie wiem, jak jest za granicą, ale na Słowacji nie odbywały się i nie odbywają się żadne regionalne zawody gupików. Organizacja międzynarodowych zawodów, a zwłaszcza wystaw zaliczanych do cyklu Mistrzostw Europy Gupików, wiąże się z rygorystycznymi warunkami, które musi spełnić każdy organizator. Na przykład należy przestrzegać określonej pojemności i koloru tła szklanych akwariów konkursowych i ich pokryw, zapewnić jednakowe oświetlenie wszystkich akwariów, chroniąc je przed bezpośrednim działaniem promieni słonecznych. Każda kolekcja konkursowa musi być oceniana przez pięciu wykwalifikowanych sędziów, którzy są wpisani na listę sędziów międzynarodowych IKGH na dany rok itd. Spełnienie wszystkich tych rygorystycznych warunków na każdej wystawie sprawdza międzynarodowy obserwator IKGH. Po zakończeniu wystawy konkursowej informuje on kierownictwo IKGH o przestrzeganiu określonych warunków, korzystając z ustalonego protokołu. W przypadku uchybień organizator zostanie upomniany, a w przypadku poważnych naruszeń warunków może zostać pozbawiony możliwości organizowania wystawy konkursowej na okres do dwóch lat lub zdyskwalifikowany. Dzięki tym procedurom mamy gwarację, że wszystkie wystawy konkursowe w Europie mają wymagany wysoki poziom. O ogólnym poziomie wystawy konkursowej nie decyduje jedynie jej profesjonalizm. Ważne jest również, by dopisała publiczność – trzeba więc zadbać o odpowiednie miejsce, o wartościowy program towarzyszący, o sponsorów. Zazdroszczę polskim organizatorom hojności, jaką mają sponsorzy wystaw konkursowych. To gwarancja, że poziom polskich wystaw konkursowych jest zawsze wysoki.

Jaki jest klucz do udanej hodowli i selekcji ryb? Jakiej rady udzieliłby Pan wszystkim pasjonatom, którzy chcą wziąć udział w konkursie?
Kluczem do udanej hodowli gupików, a także innych gatunków tropikalnych ryb akwariowych słodkowodnych, jest stworzenie im odpowiedniego środowiska, aby czuły się jak najlepiej w warunkach poza ich naturalnym środowiskiem. Oznacza to, że woda, w której hodujemy ryby, musi mieć odpowiednie właściwości fizykochemiczne. Ważnym czynnikiem udanej hodowli jest prawidłowe karmienie w odpowiedniej ilości i jakości. Jeśli te podstawowe warunki zostaną spełnione, ryby poczują się dobrze i zaczną się rozmnażać. Krótko opowiem, jak to działa u mnie w domu, choć też gwoli wyjaśnienia dodam, że jestem akwarystą amatorem, nie sprzedaję ryb, hoduję je hobbystycznie i na wystawy. Od 1985 roku do prowadzenia mojego hobby w bloku wykorzystuję samodzielnie wykonaną ścianę akwariową. Składa się z trzech metalowych stojaków, w których znajduje się siedemnaście klejonych akwariów o rozmiarach od 20 do 80 litrów i łącznej objętości około 1000 litrów. Po trzydziestu latach eksploatacji wymieniłem oryginalne klejone akwaria na nowe. Wykorzystuję wodę wodociągową o twardości całkowitej około 12°dH i pH około 7,2. Temperatura wody w akwariach waha się, w zależności od pory roku, od 23°C do 30°C w upalne letnie dni. W każdym akwarium przez cały czas działa sprzęt zapewniający odpowiednią filtrację i napowietrzanie wody. Zbiorniki nie mają piaszczystego dna, jako wystroju używam roślin z rodzaju Anubias. Oświetlenie włącza się automatycznie od godziny 17:00 do 23:00. Regularnie co dwa tygodnie wymieniam 90% objętości wody we wszystkich akwariach na wodę o odpowiedniej temperaturze, w tym czasie czyszczę również sprzęt. Młode gupiki, od urodzenia do ukończenia pierwszego miesiąca życia, karmię świeżo wylęgniętymi artemiami, a następnie przechodzę na taki pokarm, jak serwuję dojrzałym rybom. Karmię dwa razy dziennie, staram się podawać naprzemiennie kupiony lub wyhodowany w domu żywy pokarm (Aulophorus lub tubifex Izya), pokarmy płatkowane lub granulowane, a także mrożonki zwierząt wodnych. By odnosić sukcesy w wystawach, trzeba też zadbać o prawidłowy dobór ryb. Początkującym wystawcom zalecałbym wybór kolekcji konkursowej z bardziej doświadczonym wystawcą, co może zapobiec późniejszemu rozczarowaniu z powodu ewentualnej dyskwalifikacji, na przykład z powodu niedopasowania podstawowego koloru. Ale pamiętajmy: choć dobry wynik i wysokie miejsce na początku mogą dodać otuchy i zmotywować do dalszej pracy, to nawet jeśli się nie uda, nie należy się zniechęcać. W końcu to tylko zawody, a nie kwestia życia.

Był Pan pionierem życia akwarystycznego w Bańskiej Bystrzycy. Działalność edukacyjna i wydawnicza jest związana z Panem i Pańskim nazwiskiem, że wspomnę choćby o zainicjowaniu powstania organizacji akwarystycznej i czasopisma.
Na samym początku mojej przygody z akwarystyką, czyli w 1972 roku, w Czechosłowacji nie można było kupić żadnej książki o akwarystyce. Wyjątkiem była mała broszurka w formacie A6 przeznaczona dla młodzieży szkolnej na temat zakładania akwarium. Jedynym źródłem edukacji akwarystycznej w tamtym czasie był magazyn czechosłowackich akwarystów i terrarystów „Akvárium a terrarium”, wydawany sześć razy w roku. Co najmniej tydzień przed premierą nowego numeru codziennie sprawdzałem w kiosku, czy jest już w sprzedaży. W latach 1973–1979 poznałem trzech innych akwarystów na osiedlu, na którym mieszkaliśmy. Zaczęliśmy się spotykać w mieszkaniu jednego z nas. Nasze dyskusje na tematy akwarystyczne często przeciągały się do późnych godzin nocnych. W 1980 roku coraz częściej poruszano kwestię założenia organizacji akwarystycznej w Bańskiej Bystrzycy. Nie wiedzieliśmy jednak, jak zacząć. W miesiącach zimowych na przełomie 1980 i 1981 roku napisałem do ponad czterdziestu organizacji akwarystycznych, których adresy znalazłem w czasopiśmie „Akvárium a terrarium”. Byliśmy ciekawi, jak działają te organizacje, jakich rad mogłyby nam udzielić, bazując na swoim doświadczeniu nie tylko w zakładaniu, ale także w dalszym funkcjonowaniu organizacji. Odpowiedzi były miłym zaskoczeniem, uzyskaliśmy niezbędne informacje. W sklepie akwarystycznym zamieściliśmy ogłoszenie o zebraniu inauguracyjnym 28 kwietnia 1981 roku. Na zebraniu spotkało się 26 osób zainteresowanych członkostwem, wybrano tam również zarząd nowej organizacji akwarystów. Do końca 1981 roku liczba członków wzrosła do 46. Podstawą działalności organizacji były i są regularne, comiesięczne spotkania członków, z wyjątkiem okresu wakacyjnego. Mamy wykłady, wymieniamy doświadczania, organizujemy quizy i konkursy, by popularyzować wiedzę, prezentujemy zdjęcia lub filmy. Od 1986 roku co roku organizujemy szkolenia dla sędziów w zakresie oceny gupików. Warto wspomnieć o wyjątkowo udanym, trzydniowym międzynarodowym szkoleniu dla sędziów w zakresie oceny gupików, które odbyło się w 2000 roku. Uczestniczyło w nim 30 sędziów. I chciałbym wspomnieć o jeszcze jednej ciekawostce. Nie wiem, czy istnieje jakaś organizacja akwarystyczna, której działalność byłaby tak szczegółowo dokumentowana. Dotychczas udokumentowaliśmy naszą 45-letnią działalność w dziewięciu tomach kronik, liczących łącznie ponad 2300 stron!
W 1994 roku prezes naszej organizacji Miroslav Konôpka wpadł na pomysł wydania pierwszego słowackiego magazynu o tematyce akwarystyczno-terrarystycznej. Tak też się stało i w latach 1995–2005 wychodził drukiem słowacki magazyn „Aquatera”. Konôpka był redaktorem naczelnym, ja zasiadałem w radzie redakcyjnej. Niestety, w 2005 roku pismo musiało zostać zamknięte.

No właśnie. Sygnalizuje Pan bardzo ważny problem. Jak Pan myśli, jakie są przyczyny spadku sprzedaży czasopism akwarystycznych (i w ogóle hobbystycznych) w Europie?
W przeszłości czasopisma akwarystyczne były niemal jedynym źródłem informacji, w tej chwili na rynku mamy też sporo książek. Ponadto wielu hobbystów korzysta z niemal nieograniczonej oferty informacji w internecie – choć tutaj niestety nikt nie zagwarantuje fachowości i rzetelności informacji. To z pewnością dwa z wielu powodów, dla których czasopismom hobbystycznym jest dziś trudno.

Patrząc przez pryzmat wielu dziesięcioleci, jak Pan ocenia dzisiejszą akwarystykę?
Jestem związany z branżą akwarystyczną od ponad pół wieku. W tym czasie akwarystyka przeszła niesamowite zmiany – bo przecież odnotowano niesamowite zmiany we wszystkich dziedzinach życia człowieka. Jeśli miałbym wymienić najważniejsze zmiany w akwarystyce, to – po pierwsze – wskazałbym na przejście od ciężkich, metalowych akwariów ramowych do akwariów klejonych. Po drugie, uzyskanie informacji i dostęp do wiedzy nie stanowi takiego problemu jak kiedyś. Po trzecie, o ile kiedyś ryby rzadko sprowadzano z ich naturalnego środowiska, o tyle dziś bez problemu można zamówić ryby importowane z całego świata. Odkryto nowe gatunki ryb nadających się do hodowli w akwariach. Po czwarte, dziś wszystko, począwszy od sprzętu technicznego, który kiedyś musieliśmy mozolnie produkować sami, można z łatwością kupić w specjalistycznych sklepach. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Krótko mówiąc, postępu nie da się zatrzymać.

Co sądzi Pan o przyszłości naszego hobby?
Akwarystyka to szlachetne hobby, które rozwija zmysł piękna. Rodzi pozytywną relację między człowiekiem a naturą, zachęcając nas nieustannie do odkrywania tajemnic przyrody. Dlatego nie mam żadnych obaw, że akwarystyka w przyszłości nie zaniknie.
Magazyn Akwarium nr 5/2025 (213)
Magazyn Akwarium: ogólnopolski dwumiesięcznik drukowany lub w pliku PDF. 108 stronic (łącznie z okładkami), bogato ilustrowany.






