Magazyn Akwarium

Magazyn Akwarium nr 6/2012 (119)


Mija właśnie rok, odkąd objąłem funkcję Redaktora Naczelnego MA.

Muszę przyznać, że czas ten upłynął nadspodziewanie szybko. Choć trudno mi samodzielnie oceniać moją pracę, wydaje mi się, że pismo w tym okresie nieco się zmieniło. Mam nadzieję, że są to zmiany na lepsze i – wspólnie z całym Zespołem Redakcyjnym – będziemy je kontynuować w kolejnych numerach Magazynu.

Przechodząc do spraw bieżących, tegoroczne targi zoologiczne INTERZOO – najważniejsza impreza branżowa na świecie – są już za nami. Od kilku dni w mediach pojawiają się entuzjastyczne informacje o sukcesie, jakim zakończyła się kolejna ich edycja. No cóż, pod względem biznesowym może rzeczywiście tak jest, jednak z punktu widzenia jakości tej imprezy, pozwolę sobie mieć swoje własne, odrębne zdanie. Dodam, że na INTERZOO bywam regularnie od 2004 r. i – porównując tegoroczne targi z poprzednimi ich edycjami – byłem głęboko rozczarowany. W tym roku miałem możliwość pobytu na INTERZOO tylko przez jeden dzień i obawiałem się, że w tym czasie nie zdążę zapoznać się ze wszystkimi atrakcjami targów. Pamiętałem bowiem, że w poprzednich latach często na dokładne obejrzenie tylko jednej z ok. 10-12 hal targowych potrzeba było wielu godzin. W tym roku w ciągu jednego dnia bez problemu obszedłem wszystkie hale i to co najmniej dwukrotnie. Ich powierzchnia wprawdzie się nie zmniejszyła, ale co miałem tam – jako pasjonat akwarystyki i redaktor czasopisma akwarystycznego – oglądać? Azjatyckie zabawki i inne gadżety dla psów, wszędzie zresztą podobne lub wręcz takie same, ale za to zajmujące przynajmniej połowę hal? Pod względem akwarystycznym tegoroczne INTERZOO pozostawiły we mnie ogromny niedosyt. Nie znalazłem tam bowiem prawie nic, co rzuciłoby mnie na kolana. „Prawie” bowiem do wyjątków należały wspaniałe aranżacje akwarystyczne w wykonaniu m.in. Olivera Knotta oraz grupy aquadesignerów związanych w firmą TROPICA (wprost zapierały dech w piersiach), żywe meduzy (to chyba jakaś nowa moda, bo stworzenia te pływały na co najmniej kilku stoiskach) oraz pięć pysznych płaszczek słodkowodnych Potamotrygon leopoldi „Black Diamond” eksponowanych przez niemieckiego hodowcę. W bieżącym numerze MA publikujemy obszerną fotorelację z targów przygotowaną przez niezawodnego Andrzeja Kociołkowskiego.

Pod względem nowości sprzętowych tegoroczne INTERZOO wypadło również zdecydowanie blado, choć na tym tle pozytywnie wyróżniali się nasi krajowi producenci. Jak stwierdził Pan Mariusz Kwaśniak – Marketing Manager w firmie TROPICAL, z którym na stoisku tejże firmy miałem przyjemność porozmawiać – rynek akwarystyczny się zmienia i poszczególni producenci przestali inwestować miliony w spektakularne nowinki techniczne mające znaczenie bardziej wizerunkowe niż biznesowe. Skupiają się raczej na tym, co najłatwiej sprzedać i szybko wprowadzić do masowego obrotu. Dodał również, że osobiście uważa, że już wkrótce zmieni się sam charakter targów zoologicznych i do głosu dojdą firmy oferujące raczej gotowe usługi (jak choćby zakładanie i serwisowanie akwariów) niż same produkty. Pierwsze zwiastuny tego zjawiska można było dostrzec już w tym roku. Czy taka właśnie będzie przyszłość targów zoologicznych? Być może, ale o tym przekonamy się dopiero podczas następnej edycji INTERZOO, która odbędzie się za dwa lata.

Paweł Zarzyński

Redaktor Naczelny MA


Edytorial

Ciekawostki

Żywy i kolorowy obraz, czyli pyszczaki z jeziora Malawi w twoim domu. Część 6: gatunki dla początkujących – Pseudothropheus socolofi

Hokejówka amazońska – niepozorna gwiazda

„Nie taki diabeł straszny”, czyli co należy wiedzieć przed założeniem akwarium morskiego, cz. 2

Ryby wśród palm i storczyków, czyli akwaria w Palmiarni Poznańskiej

Mozambik znany i nieznany, część 1

Bystrzyk Amandy do nanoakwarium i nie tylko

Podstawowe choroby ryb akwariowych i ich zwalczanie

Listy do redakcji

Encyklopedia

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close