
tekt i zdjęcia
Dariusz Procyk: Wielkie akwarium świata, czyli nurkując z filipińskimi ślimakami
Niezobowiązujące spotkanie przy kawie z nurkowym obieżyświatem mija na przyjaznej rozmowie o ostatnich nurkach, fotografii podwodnej, o niszczącym wpływie globalnego ocieplenia na podwodny świat.
Nagle pada zdanie skierowane w moją stronę:
– Mam dla ciebie jedno miejsce na wyprawę do Anilao i na Malapascua. Za osiem miesięcy. Wyjazd potrwa dwa tygodnie. Wyprawa będzie z nastawieniem na fotografię podwodną. Jedziesz?
Neurony szaleją, neuroprzekaźniki zalewają każdy zakamarek mojego mózgu. Mekka fotografów macro, kosogony, dziesiątki a pewnie i setki niewiarygodnych gatunków podwodnych stworzeń na wyciągnięcie ręki! Ale okazja. No, ale przecież taki wyjazd kosztuje niemało pieniędzy. W dodatku musiałbym dokupić sporo sprzętu. Dotychczas nie nurkowałem też wystarczająco wiele godzin, by się czuć swobodnie wśród podwodnych wyg. I co powie żona? Ostatni dwutygodniowy urlop wziąłem w 1998 roku… Jak to ogarnąć?
No trudno, to bez sensu, trzeba uprzejmie podziękować. Biorę głęboki wdech i mówię:
– No jasne, wchodzę. To kiedy wyjazd?
***
I oto stoję nad brzegiem Oceanu Spokojnego, w piance do nurkowania, z ciężkim (12 kilogramów jak nic) zestawem do zdjęć podwodnych. Za chwilę mam wejść po wąziutkiej desce udającej trap na bangkę (tradycyjna łódź używana na Filipinach, z bocznymi pływakami z bambusa, o wąskim kadłubie i z szeroką platformą przystosowaną do nurkowań), by wypłynąć na pierwsze nurkowania. Wraz z partnerem nurkowym jesteśmy pod opieką lokalnego przewodnika. Edwin, zwyczajem lokalnych nurków, zaciąga się głęboko papierosem i, wykonując dłońmi śmieszne gesty, przypomina nam znaki, jakie będzie dawał pod wodą, zwracając uwagę na morskie stworzenia: ośmiornica, wąż, szkaradnica, murena, ślimak…
***
Ślimak z lewej, ślimak z prawej, wszędzie ślimaki, aż się roi od niecodziennie jaskrawych kolorów i przedziwnych kształtów. Edwin co chwilę wykonuje uzgodniony uprzednio gest i na wszelki wypadek pokazuje nam palcem ślimaka, na którego chce zwrócić naszą uwagę. Skąd tyle tu tych ślimaków? Oni je tu zwożą z całej okolicy?
Po pierwszych dwóch „nurkach” praktycznie przestajemy zwracać uwagę na piękne ryby, na kolorowe ukwiały, gąbki o fascynujących kształtach, nawet mureny i błazenki nie przyciągają za bardzo naszej uwagi. Cała uwaga skupia się na znalezieniu kolejnego ślimaka, na zajęciu odpowiedniej pozycji i odległości do ujęcia, na ustawieniu lamp i na walkę z utrzymaniem ostrości.
Sprzęt pod wodą na szczęście traci na wadze – jest wytrymowany, by mieć neutralną wyporność, przez co trochę łatwiej jest nim operować. Chociaż dwie ciężkie lampy błyskowe na długich ramionach i tak stwarzają spory opór w wodzie. Co chwilę trzeba zmieniać ustawienia kątów położenia lamp, by uzyskać jak najlepsze oświetlenie obiektu. Walka o utrzymanie obiektu w bardzo wąskim zakresie głębi ostrości – pomimo przysłony ustawionej na wartość F16, a czasami nawet na F22, daje się we znaki i zwiększa zużycie powietrza, skracając czas nurkowania. Dobrze, że chociaż mają tu butle 15-litrowe, inaczej byłaby bieda. Na szczęście szybko się wprawiam, nabieram doświadczenia i pojawia się spokój. Tym większa jest radość – podczas kolejnych „nurków” – z obcowania z tak niesamowitymi zwierzętami.
***
Podobno zostało zidentyfikowanych ponad 3000 gatunków ślimaków nagoskrzelnych (patrz https://www.marinespecies.org). Kolejnych 500 mięczaków z tej grupy czeka na identyfikację, potwierdzenie i odpowiedni opis. Cały czas zgłaszane są nowe. Specjalistą nie jestem, mnie wystarczy, że mniej więcej jestem w stanie rozpoznać w dużym uproszczeniu czy to Sacoglossa czy Nudibranchia, a w tej grupie, czy to Doridacea ze skrzelami w wieńcu na grzbiecie, Aeolidacea z licznymi cerata zamiast skrzeli, czy Arminacea o ciałach z podłużnymi fałdami.
Na zdjęciu poniżej przykład ślimaka z rzędu Sacoglossa, Elysia marginata.

Ślimaki z tego rzędu żywią się glonami, potrafią przechowywać pozyskane z nich chloroplasty w komórkach jelitowych, czyli pod skórą lub w cerata (zjawisko nazywające się kleptoplastyka), co pozwala im na częściowe korzystanie z produktów fotosyntezy chloroplastów. Czas przydatności takich chloroplastów jest bardzo zróżnicowany: od kilku godzin do nawet kilka miesięcy. Najczęściej nie pozwalają one jednak na pozyskiwanie wystarczającej ilości energii do przeżycia – wyłącznie na drodze fotosyntezy, ale pozwalają skutecznie przetrwać okres braku lub mniejszej ilości pożywienia. Ten konkretny gatunek ma jeszcze jedną niezwykłą cechę: autotomię głowy. W przypadku oddzielenia głowy od reszty ciała ślimaka, głowa potrafi przerodzić się w kompletnego osobnika.
Nudibranchia, czyli ślimaki nagoskrzelne, to typowi drapieżnicy. Najczęściej są oni wybitnie wyspecjalizowani, żywiąc się bardzo konkretnym rodzajem pożywienia: specyficznymi rodzajami gąbek, parzydełkowców czy mszywiołów, z powodzeniem zjadają też jaja innych zwierząt. Ze swoich ofiar pobierają nie tylko potrzebny do przeżycia pokarm, ale również korzystają z części ich ciał (na przykład parzydełek) lub toksyn, by samemu stać się niejadalnymi lub trującymi dla potencjalnych wrogów.
Do jedzenia używają umiejscowionej w głowie raduli, czyli aparatu służącego do gryzienia i rozdrabniania ofiar, a który składa się z setek małych ząbków.
Ich kolorowe ciała, poza tym, że są małymi dziełami sztuki stworzonymi przez naturę, stanowią jednocześnie ostrzeżenie dla potencjalnych drapieżców, by nawet nie próbowali atakować takiego ślimaka.
Na zdjęciu poniżej typowy przykład Doridacea (Hypselodoris bullockii). Na głowie ma dwa pomarańczowawe rhinofory, czyli wyrostki czuciowe służące do wykrywania substancji chemicznych w wodzie, znajdowania partnerów i pokarmu, a także orientacji w przestrzeni. Przy otworze gębowym umiejscowione są dwa czułki oralne pomagające w badaniu podłoża. W tylnej części na grzbiecie znajdują się piórkowe skrzela, które ślimaki są w stanie wciągnąć do wnętrza ciała.

***
A propos znajdowania partnerów. Ślimaki to hermafrodyty (czyli „takie dwa w jednym”). Mając jednocześnie i żeńskie, i męskie organy płciowe, w trakcie zbliżenia, obydwa osobniki przekazują sobie pakiety gamet.
Zapłodnione jaja układają się najczęściej w spiralnych wstęgach lub galaretowatych wstążkach ciągnących się po dnie lub po koralach (podążanie za nimi jest jednym z dobrych sposobów na odnalezienie ślimaka na piasku lub ukrytego wśród rafy). Ślimaki, podobnie jak większość zwierząt morskich, wybierają strategię ilościową – mają za zadanie złożyć wiele jaj, nie wydawać energii na ich chronienie i liczyć, że część z nich przetrwa i genom zostanie przekazany dalej.
Tu na zdjęciu dwa ślimaki z gatunku Janolus podczas zbliżenia. Przy okazji ślimaki te są świetnym przykładem, żeby zobaczyć jak wyglądają przedstawiciele podgrupy Aeolidacea. Zamiast wieńca skrzeli w tylnej części korpusu, na całej powierzchni ciała poza nogą, mają cerata, czyli wypustki, które zwiększają powierzchnię ciała i pozwalają na wymianę gazową. Wypustki te służą również do obrony. Ślimak, zjadając trujące części parzydełkowców, odkłada je w końcówkach swoich cerata, które stają się same trujące lub parzące. Ewentualny napastnik najpierw musi przegryźć się przez nie, co niewątpliwie spowoduje poparzenie, a przynajmniej nieprzyjemne doznania smakowe.

***
Rafy wokół Anilao potwierdziły swoją reputację. Każde nurkowanie kończyło się dziesiątkami zdjęć zwierząt, których wygląd, kolory i zachowanie kojarzyły mi się z istotami z kosmosu. Ale nawet w tak bogatych wodach rola lokalnego przewodnika i spottera była nie do przecenienia. Miejscowi nurkowie znają te rafy na pamięć. Często prowadzą do sobie tylko znanych zakamarków rafy z całkowitą pewnością, że zaraz pojawi się coś wspaniałego i wartego poświęcenia pięć, dziesięć czy piętnaście minut mozolnego przygotowania się do tego jedynego, wspaniałego ujęcia. A już po chwili pojawia się kolejna istota jak nie z tego świata przyciągająca uwagę pomieszaną z zachwytem. Tylko manometr nieubłaganie wskazuje na zużycie powietrza i konieczność powrotu na powierzchnię. Jeszcze tylko czas na wykonanie przystanku bezpieczeństwa, powrót na łódź i niecierpliwe czekanie na kolejne nurkowanie. A nuż pojawi się coś, czego jeszcze nie widziałem? Ale o tym opowiem następnym razem.
Organizator wyjazdu: Nautica.pl
Baza nurkowa: Anilao Photo Academy
Przewodnik i spotter: Edwin Escleto
Użyty sprzęt do fotografowania:
- aparat – Canon R5 mk I
- obiektyw – Canon 100mm f/2.8 L Macro IS
- konwerter makro – Nauticam SMC-3
- obudowa – Ikelite
- port – flatport
- lampy – Ikelite DS 160 i 161
Podczas pisania artykułu korzystałem z następujących źródeł:
- WoRMS – World Register of Marine Species https://www.marinespecies.org
- Gosliner, Valdés & Behrens – Nudibranch & Sea Slug Identification Indo-Pacific
- Australian Museum – Sea Slug Forum https://www.national-geographic.pl/historia/utrata-glowy-to-nie-koniec-swiata-o-ile-jestes-morskim-slimakiem/










Magazyn Akwarium nr 2/2026 (216)
Magazyn Akwarium: ogólnopolski dwumiesięcznik drukowany lub w pliku PDF. 108 stronic (łącznie z okładkami), bogato ilustrowany.

Prenumerata Magazynu Akwarium
Okładka obok jest ilustracją bieżącego numeru obecnego na rynku. Prenumeratę można nabyć, rozpoczynając wyłącznie od tego numeru lub od wydania następującego po nim.
Tu znajdę numery archiwalne








