Wywiady

Terrarystyka – moja pasja

Rozmowy mA

Z Markiem Pastuszkiem, kierownikiem Terrarium w Zoo Wrocław, hodowcą i wielkim miłośnikiem herpetofauny, rozmawia Paweł Czapczyk

Paweł Czapczyk:

– Marku, zapytam od razu wprost: dlaczego żółwie? Co takiego fascynującego jest w tej grupie zwierząt, że w ramach swej przygody z herpetofauną to właśnie żółwie sobie upodobałeś?

Marek Pastuszek:

– Muszę się cofnąć do czasów, kiedy z rodzicami wyjeżdżałem na wakacje do krajów ówczesnej Jugosławii czy Bułgarii. Podczas spacerów często spotykałem tam dziko żyjące żółwie, co robiło na mnie ogromne wrażenie – na tyle duże, że zapragnąłem się żółwiami zajmować prywatnie. I po latach poszczególne gatunki tych zwierząt hodowałem w domu.     

– Czy to wraz z żółwiami rozpoczęła się twoja przygoda terrarystyczna?

– Niekoniecznie, bo już dużo wcześniej, jako czteroletnie dziecko, w skrzyneczce na balkonie trzymałem ślimaki. A płazami i gadami zainteresowałem się jako dorastający chłopak. I mimo, że wychowywałem się w centrum Wrocławia, to –  odwiedzając pobliskie tereny ruderalne, zarośla i oczka wodne – obserwowałem ropuchy szare, jaszczurki zwinki i zaskrońce, a w basenach przeciwpożarowych – traszki zwyczajne. Mogłem podziwiać w zasadzie cały cykl życiowy tego płaza ogoniastego.

– A Twoje świadome początki chowu czy hodowli?

– Świadomie to zaczynałem od ryb krajowych, karasi chwytanych w stawach. Później miałem gupiki i mieczyki, a wielkim sukcesem stało się dla mnie rozmnożenie pod koniec szkoły podstawowej gurami.

– A gdybyś wskazał plusy i minusy hodowli w czasach Twojej młodości i podejścia do akwarystyki i terrarystyki obecnie.

– Dziś mamy zdecydowanie łatwiejszy dostęp do literatury i sprzętu, co przekłada się bezpośrednio na możliwość stworzenia zdecydowanie lepszych warunków trzymanym zwierzętom. Wystarczy wspomnieć specjalistyczne oświetlenie i niektóre gotowe karmy wraz z suplementacją – o tym dawni miłośnicy nie mogli nawet marzyć. A książki, głównie zagraniczne, wynajdywałem w antykwariatach. Zresztą do wielu rzeczy dochodziło się kiedyś intuicyjnie. W pełni świadomą przygodę z terrarystyką rozpocząłem jednak dopiero we wrocławskim ogrodzie zoologicznym.

– A od ilu lat pracujesz w Zoo Wrocław?

 – Trafiłem tu po studiach w 1983 roku, z nadzieją pracy w sekcji Terrarium. Wiedziałem, że w budynku, w którym notabene teraz rozmawiamy, mają bardzo mocną sekcję, którą założył doktor Ryszard Bielawski. Nieraz, przychodząc do zoo, patrzyłem, z jakim zaangażowaniem on pracuje i jak dogląda zwierząt. Przed nim ekspozycja terrarystyczna w zoo wyglądała znacznie skromniej, znajdowała się w mniejszym pawilonie, w którym obecnie prezentowana jest fauna Madagaskaru. Jednak na mnie początkowo czekał etat żywieniowca i przez lata organizowałem karmę dla różnych zwierząt w ogrodzie. W wolnych chwilach pomagałem jednak doktorowi Bielawskiemu w odchowywaniu herpetofauny na zapleczu. Jego gabinet usiany był terrariami z dziesiątkami węży różnych gatunków.     

– Ryszard Bielawski, nestor polskiej terrarystyki, to wyjątkowa postać. Po nim – można tak powiedzieć – przejąłeś pałeczkę w Terrarium. Jakie ciekawe gatunki wtedy rozmnażaliście?     

– Choćby żmije gabońskie (Bitis gabonica) o bardzo długich zębach jadowych i znakomicie się maskujące w naturze żmije sykliwe (Bitis arietans). Ale to były czasy, kiedy w ogrodach zoologicznych trzymało się jeszcze gatunki jadowite. Dziś – ze względów bezpieczeństwa – od tego się odchodzi. Za kadencji doktora Bielawskiego szczyciliśmy się również krokodylami – były tu bez mała wszystkie gatunki, które występują na świecie.
Pewnego dnia ktoś przyniósł do zoo patyczaki, rogate albo indyjskie, dziś już nie pamiętam. Doktor Bielawski się zafrasował: „Co ja z tym zrobię?” – zapytał. Wówczas ja zaproponowałem, że się nimi zajmę. I tak zaczęła się moja przygoda z bezkręgowcami w zoo. Po popularnych gatunkach straszyków, otrzymałem z Berlina gatunki u nas jeszcze niespotykane, a z czasem pojawiły się w pomieszczeniu, które z kolegami wtedy zajmowałem, zupełne wówczas rarytasy, czyli różne gatunki egzotycznych chrząszczy, karaczanów, pająków ptaszników. Po jakimś czasie, jeszcze za kadencji państwa Gucwińskich, kilka terrariów z bezkręgowcami udało się umieścić w pawilonie i udostępnić je zwiedzającym.
Osobną ciekawostką jest moja przygoda z jedwabnikami, których gąsienice żerowały na całych dostarczanych im naręczach morwy, ba – na całych gałęziach z liśćmi. I te larwy potrafiły w ciągu doby podwoić swoją masę. Hodowałem je, a one stanowiły w tamtych czasach świetną karmówkę (zwierząt karmowych nie można było przecież kupić) dla gadów i płazów, ale także kapitalne, wysokobiałkowe uzupełnienie diety małp i tukanów toko (Ramphastos toco). Dzięki nadwyżkom hodowlanym tych jedwabników oraz straszykom nowogwinejskim udało się nam jedno z pierwszych rozmnożeń tych okazałych ptaków na świecie. Podawałem gąsienice dorosłym tukanom, rodzicom, a te zanosiły je swoim pisklętom w gnieździe.

– Obecna kolekcja płazów i gadów w waszym Terrarium jest bodaj największą w Polsce i jedną z najokazalszych w Europie… O których gatunkach byś powiedział, że dziś mogą stanowić chlubę wrocławskiego zoo?

 – Mamy sporo gatunków żółwi – od żyjących na Madagaskarze i Mauritiusie żółwi promienistych po całą grupę z występującego na kontynencie afrykańskim rodzaju Kinixys – między innymi Kinixys homeana, Kinixys erosa, Kinixys nogueyi. Z kolei dla sześciu gatunków żółwi skrytoszyjnych z rodzaju Cuora przygotujemy nową ekspozycję. Mamy też w zoo pokaźną kolekcję waranów – w sumie czternaście gatunków, głównie nadrzewnych, w tym warany papuaskie (Varanus salvadori), żyjące na Nowej Gwinei. Są to bodaj najdłuższe jaszczurki na świecie, mniej wprawdzie potężne od słynnych waranów z Komodo, których w chwili obecnej jednak nie posiadamy.
Natomiast w budynku Afrykarium znalazły miejsce czczone już w starożytnym Egipcie krokodyle nilowe (Crocodylus niloticus), które w naturze mogą osiągnąć ciężar 1 tony, a także krokodyle kameruńskie (Osteolaemus tetraspis), których tylne zęby są większe od przednich, spłaszczone i przystosowane do miażdżenia pancerzy skorupiaków. Prawdopodobnie do jednego z basenów w Afrykarium trafią także młode na razie krokodyle wąskopyskie (Mecistops cataphractus), które miałeś, Pawle, okazję obserwować podczas karmienia.

– Nie zapominajmy o żółwiach – i one bowiem mają swoją silną reprezentację w Afrykarium.

 – Oczywiście. Spotkamy tam zarówno gatunki popularne, takie jak żółwie pustynne (Centrochelys sulcata)czy żółwie lamparcie (Stigmochelys pardalis), jak również gatunki szalenie rzadko eksponowane w ogrodach zoologicznych. Warto w tym miejscu wspomnieć najmniejsze żółwie świata – czyli żółwie plamiste (Chersobius signatus), które są krytycznie zagrożone wyginięciem z powodu zmian klimatu i kurczenia się ich siedlisk. Dlatego obejmuje się je programem ochrony ex situ (poza naturalnym środowiskiem).
Bardzo małym gatunkiem, też silnie zagrożonym, który znalazł przystań w Afrykarium, jest żółw egipski (Testudo kleinmanni). Właśnie staram się zebrać grupę tych żółwi, która w przyszłości – mam taką nadzieję – da początek nowemu pokoleniu.

– Twoje działania wpisują się zatem we współczesną misję właściwie i odpowiedzialnie prowadzonych ogrodów zoologicznych, która – oprócz edukacji – zakłada ochronę, rozmnażanie, a docelowo introdukcję do środowiska naturalnego zagrożonych wyginięciem gatunków…

 – We Wrocławiu z powodzeniem rozmnażamy nawet kilka takich taksonów, które giną na naszych oczach lub których już nie spotkamy na wolności – między innymi żółwie wężoszyje McCorda (Chelodina mccordi). Czy trafią one do środowiska naturalnego? To już nie ode mnie zależy. Na razie „nasze” żółwiki wyjeżdżają do innych ogrodów zoologicznych.

– A jedyny rodzimy przedstawiciel tej prastarej grupy gadów, czyli żółw błotny? On żyje w waszym ogrodzie w warunkach łudząco zbliżonych do naturalnych…

– Kiedy powstawało Odrarium, to jedna ekspozycja od razu została zaplanowana dla żółwi błotnych. Przenieśliśmy tam żółwie z pawilonu. I gdy potem jesienią próbowaliśmy je odłowić, by bezpiecznie przezimowały w sztucznych warunkach, nie w pełni się to powiodło. Nie udało się wszystkie schwytać. Wiosną spostrzegliśmy, że te wybudzone osobniki, które hibernowały na zewnątrz, są jednak w lepszej kondycji, niż te, które zimowały na zapleczu. Dlatego teraz już żółwi błotnych na zimę nie odławiamy. 

– Nie każdy turysta zwiedzający wrocławski ogród zagląda do Madagaskaru, a pawilon ten oferuje niepowtarzalną atmosferę i zwierzęta, których nie spotkamy w innych miejscach na świecie.

– Owszem, pawilon ten „zasiedla” wiele endemitów – chociażby węże: boa Dumerilla (Acrantophis dumerilli) i boa madagaskarskie (Acrantophis madagascariensis), a także arcyciekawe jaszczurki z grupy felsum. Chcemy jeszcze zasilić ekspozycję Madagaskaru różnymi niewielkimi gekonami o ciekawym wyglądzie i zachowaniach, które w placówkach publicznych pokazywane są rzadko. My jednak mamy tu i możliwości, i odpowiednie dla nich warunki.

– Wróćmy jeszcze do pawilonu Terrarium, w którym notabene cały czas siedzimy. Liczba eksponowanych gatunków z różnych rejonów świata na dwóch kondygnacjach budynku jest tu tak imponująca, że gdyby chcieć wszystkiemu się bliżej przyjrzeć, to nie starczyłoby całego dnia…

 – Rzeczywiście, chodząc po pawilonie nieraz spotykam osoby, które przyjeżdżają specjalnie do naszego Terrarium – zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Parokrotnie stykałem się z wycieczkami czeskich terrarystów, które nas odwiedzały, i które miałem okazję oprowadzać po ekspozycji. Bardzo im się podobało. Ludzie tu wracają, bo znajdują u nas gatunki, których gdzie indziej nie mogą obserwować i podziwiać.  

– A płazy? Na które – Twoim zdaniem – należy zwrócić uwagę?

 – Niemała kolekcja płazów ogoniastych i bezogonowych – w ciekawie urządzonych terrariach i paludariach – nikogo chyba nie pozostawia obojętnym. Ostatnio pięknie zaczęły nam się mnożyć endemiczne żaby z gatunku Telmatobius culeus, pochodzące z położonego w Andach wysokogórskiego jeziora Titicaca. Są one zagrożone wyginięciem z powodu degradacji środowiska naturalnego – mają charakterystyczne fałdy skórne, które w dużym stopniu umożliwiają im wymianę gazową. Trzy lata temu trafiło do nas piętnaście osobników. Dziś są ich u nas już setki.

– Dużym zainteresowaniem publiczności, niezależnie od tego, w jakim jest wieku, cieszy się też Motylarnia. Pełna kwitnących roślin, zapachu fermentujących owoców i tropikalnych motyli siadających nierzadko na rękach zwiedzających. Stanowi ona rodzaj pawilonu w pawilonie.

 – W Motylarni nie hodujemy tropikalnych motyli, choć je eksponujemy. Podejmowaliśmy wprawdzie próby hodowlane, ale okazało się one zupełnie nieopłacalne. Rośliny żywicielskie, głównie drzewa cytrusowe, ściągane przeze mnie z ogrodów botanicznych, nie wystarczały. Jedno drzewko było bowiem przez żerujące gąsienice ogałacane z liści w ciągu tygodnia. Aczkolwiek w Motylarni obserwujemy spontaniczne rozmnożenia motyli – niejednokrotnie zdarzyło mi się zaobserwować gąsienice na liściach. Na szczęście rośliny do wystroju Terrarium pozyskujemy bezkosztowo i co tydzień, dzięki kontaktom wyrobionym na giełdzie kwiatowej, możemy doposażać obsadę.   

– A powiedz Marku na koniec, czym konkretnie zajmuje się kierownik Terrarium?

 – Funkcja ta sprowadza się głównie do pracy z ludźmi. Do organizowania im pracy, wyznaczania najpilniejszych zadań, sprawowania potem nad wszystkim kontroli; do ustalania obowiązków z brygadzistką, która potem przekazuje konkretne dyspozycje załodze. Kierownik wreszcie planuje nowe kolekcje zwierząt, nowe terraria, nowe ekspozycje, osobiście pozyskuje do nich materiały i dekoracje. Ale ja staram się pracować zarówno z ludźmi, jak i ze zwierzętami. I przynajmniej raz w tygodniu uczestniczę w karmieniu zwierząt. Mamy tu „po godzinach”, kiedy zapanowuje już spokój, zamknięte dla zwiedzających karmienie niektórych gatunków – i to nie tylko tych, które mogłyby okazać się niebezpieczne. Pielęgnuję też gady w innych pawilonach – choćby wspomniane wcześniej żółwie plamiste, które żyją w Afrykarium. Sprawdzam warunki: wilgotność, oświetlenie i to, czy ich dieta jest odpowiednio suplementowana.  Kierownikiem Terrarium jestem od piętnastu lat. W tym czasie zarówno w samym Terrarium, jak i w całym Zoo Wrocław zaszły ogromne zmiany.

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Sprawdź również
Close
Back to top button