ArtykułyWywiady

Miłość do żółwi, szacunek dla krokodyli, cz. 2

Z Adamem Hryniewiczem, kierownikiem Herpetarium Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie i koordynatorem projektu introdukcji żółwia błotnego w Polsce, rozmawia Paweł Czapczyk

Miłość do żółwi, szacunek dla krokodyli, cz. 1

Paweł Czapczyk: Panie Adamie, w Insektarium warszawskiego ogrodu zoologicznego eksponowane są głównie karaczany i pajęczaki, ale prawdziwą niespodzianką okazały się dla mnie mrówki grzybiarki, które – o dziwo – można zobaczyć gdzie indziej. A mianowicie spacerują one sobie w akrylowych tulejach w obszernym wiwarium żółwiowym w Herpetarium.

Adam Hryniewicz: No tak, ale wynika to z faktu, że w pomieszczeniu, w którym zgromadziliśmy bezkręgowce, panują dość niestabilne warunki temperaturowe, zwłaszcza zimą. Uznaliśmy, że najkorzystniejszym rozwiązaniem będzie zatem umieszczenie mrówek nad żółwiami, czyli w terrarium, w którym utrzymuje się ciepłota na poziomie ok. 27°C i w którym notujemy też najmniejsze roczne wahania temperatury.

Ciekawią mnie te mrówki z uwagi na organizację wewnątrz kolonii i samą produkcję żywności…

O! Nie Pana jednego. Powiem tak: mrówki mamy w zoo od przełomu lutego i marca i wciąż uczymy się opieki nad nimi. Grzybiarki najpierw widowiskowo zanoszą do mrowiska płatki kwiatów i liście różnych roślin, które często są większe i cięższe od nich samych, by potem karmić nimi hodowane przez siebie grzyby. I to te grzyby stanowią właściwy pokarm tych mrówek. Ich społeczność jest wysoce zorganizowana i trochę przypomina skupisko ludzkie. Ale nasza kolonia jest na razie mała – liczy sobie około tysiąca osobników. Żeby zaś mrowisko było w pełni funkcjonalne, mrówek powinno być co najmniej dziesięć tysięcy. Nasza kolonia się więc cały czas rozwija.

Szczególnym zainteresowaniem zwiedzających cieszą się Wasze krokodyle. W Warszawie eksponowane są bodaj dwa gatunki: krokodyl krótkopyski i rzadko występujący już dziś w naturze krokodyl kubański.

Jest jeszcze krokodyl syjamski (Crocodylus siamensis), pokazywany u nas, a przecież krytycznie zagrożony wyginięciem. Mamy więc trzy wybiegi i trzy terraria dla krokodyli.

Opinie na temat tych zwierząt są często krzywdzące…

I to bardzo. Krokodyle są cały czas intensywnie badane. Stanowią odrębną grupę wśród gadów – są bardziej rozwinięte niż wszystkie Reptilia, mimo że pojawiły się na Ziemi wcześniej od żółwi. Szczątki kopalnych krokodyli są pierwotniejsze niż innych znanych dziś grup gadów, a mimo to  budowa ich ciała jest często bardziej doskonała: mają na przykład twarde podniebienie czy ruchomą wątrobę, która umożliwia im przesuwanie środka ciężkości, a co za tym idzie: pływanie na różnych głębokościach. Z kolei fascynująca jest komunikacja głosowa między członkami stada czy pomiędzy matką a potomstwem. Dochodzi do tego opieka rodzicielska nad założonym gniazdem, a potem nad młodymi. Krokodyle zakładają swoiste przedszkola dla swoich dzieci. Ich inteligencja jest znana – to są skądinąd jedyne gady dające się tresować.

W Herpetarium można podziwiać też teju, felsumy, biczogony, agamy, ale moją uwagę przykuł waran mangrowy. To największa – nie licząc warana z Komodo – jaszczurka na świecie. Co warto o niej wiedzieć?

Panie Pawle – powiem najpierw ogólnie, że gady dzielimy na żółwie, węże i jaszczurki. Krokodyle – jak już wspomniałem – tworzą osobną grupę. I w naszym Herpetarium staraliśmy się pokazać różnorodność tego świata gadów, choć jesteśmy ograniczeni, z jednej strony, przestrzenią, a z drugiej – koniecznością przyjmowania, przynajmniej na jakiś czas, osobników rekwirowanych przez służby celne.

Natomiast waran, o którego Pan pyta, należący do jaszczurek, które osiągają spore rozmiary, jako młody osobnik trafił do nas poprzez Straż Miejską. Żyje teraz u nas, choć nie ukrywam, że przydałoby mu się większe terrarium.

Warto przyjrzeć się też Waszej kolekcji węży – z pokaźną i masywną anakondą żółtą na czele.

W terrarium obok znajduje się jeszcze większy pyton tygrysi, ale odkąd dusiciele upowszechniły się w prywatnych hodowlach, nie stanowi on dla znawców żadnej sensacji. A wspomniana anakonda jest jednym z „naszych dzieci”. Pochodzi z dawnych czasów, kiedy mieliśmy stado anakond, które z powodzeniem rozmnażaliśmy.

Zjawiskowo ubarwiony, niewielki, lecz witalny jest wąż pończosznik.

Jako pierwszy w Polsce rozmnożył ten gatunek znany Panu Włodzimierz Stanisławski z łódzkiego zoo. Miał on tak duży ilościowo przychówek, że młodymi pończosznikami obdarowywał potem różne ogrody i placówki zoologiczne, by „jego” populacja nie była skoncentrowana w jednym miejscu i nie dochodziło do „inbredu”. Nasze pończoszniki pochodzą właśnie od niego. Poprzez swoją kolorystykę cieszą one oko zwiedzających, a my w pewnym stopniu musimy liczyć się z ludzkimi gustami i jakoś publiczność do zoo przyciągać.

Osobiście bym jednak zachęcał do obejrzenia kolekcji żab, które pokazujemy na piętrze. Są to wciąż niedoceniane zwierzęta, ale moda na nie powoli wchodzi…

Jest wśród nich niemała grupka „kurczaków górskich”…

Powiedzmy od razu, że to reprezentanci gatunku Leptodactylus fallax, zwanego w Polsce również żabami gigantami, bo czytelnicy pomyślą, że w Herpetarium trzymamy drób. Mam nadzieję, że z tej grupki, przybyłej do nas kilka lat temu z poznańskiego zoo, coś się wyłoni, ale na razie nie będę zapeszać. Oczywiście moglibyśmy wypełnić terraria kolorowymi drzewołazami i liściołazami, ale przecież zoo powinno pokazywać różnorodność Anura. Dlatego, zamiast różnych odmian barwnych reprezentujących jeden rodzaj, eksponujemy choćby mniej znane rzekotki kaskogłowe czy ropuchy pomidorowe.  Ciekawa jest też żaba mszysta, żyjąca w jaskiniach czy przy potokach w Wietnamie, ale z uwagi na jej zimnolubność nie trafiła jeszcze na główną ekspozycję, bo póki co nie możemy jej zapewnić odpowiednich warunków termicznych i obecnie przebywa na zapleczu w klimatyzowanym pomieszczeniu.

Swoją drogą, chciałbym, aby zoo „dorobiło się” w przyszłości osobnego pawilonu, w którym moglibyśmy eksponować wyłącznie płazy – i to zarówno bezogonowe, jak i ogoniaste. Przecież taki Madagaskar, który prawie wszystkim kojarzy się z lemurami, jest w istocie „wyspą żab”.

Panie Adamie, a gdyby Pan został moim przewodnikiem po świecie żółwi w warszawskim zoo, to na jakie gatunki powinienem zwrócić szczególną uwagę?

Na wszystkie! Na koniec bardzo złe pytanie Pan mi zadał! Bo wszystkie żółwie są wspaniałe. I wszystkie gatunki, podgatunki, rasy czy odmiany geograficzne ja kocham. Te pokryte miękkimi i twardymi pancerzami, te, które głowę chowają pod pancerz, i te, które swojej głowy schować nie mogą… Natomiast gościom pokazuję naszego Fredka – to żabuti leśny, żółw brazylijski, który ma swoją historię. Otóż na bazarze w Ameryce Południowej został on kiedyś kupiony przez polskich marynarzy za dwa słoiki kompotu renklodowego. Schwytany na wolności i sprzedawany na zupę, trafił przez Gdańsk do nas. Fredek liczy sobie obecnie, jak szacujemy, około dziewięćdzięciu lat, czyli prawdopodobnie jest rówieśnikiem Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie.

Opublikowano drukiem w Magazynie Akwarium nr 5/2018 (171).

Chcę zamówić prenumeratę
Chcę zamówić ten numer

Tagi
Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zamów roczną prenumeratę Magazynu Akwarium (6 kolejnych wydań) w nowej cenie - 98 zł - w naszym internetowym SKLEPIE! Oszczędzasz 50 zł! Zamknij

Close